Uważam, że do noszenia kolorów trzeba dojrzeć. Ja taką potrzebę poczułam dopiero po trzydziestce. Wcześniej snułam się trochę jak cień w spowalniających i wprowadzających w depresję czerniach i szarościach. Obecnie kolory mnie napędzają i sprawiają, że podchodzę do życia z większym entuzjazmem. Każdemu kto chce wejść z energią w nowy sezon polecam kolor w ubiorze.

Koloroterapia jako element modoterapii, odegrała w moim życiu ważną rolę, w momencie chęci wprowadzania zmian po narodzinach pierwszego dziecka.  Wcześniej ubierając się monochromatycznie chciałam się wtopić w tłum. Z czasem zaczęłam być tym przygaszona i zmęczona. Dostrzegłam też wtedy wokół siebie kobiety, które dzięki temu, że noszą się kolorowo wyglądają na pewne siebie, są pozytywnie nastawione do świata, są motywacją dla otoczenia. Trochę zajęło mi odkrycie, że kolory mają moc i mogą poprawić samopoczucie. Są najlepszym antidotum na chandrę i narzędziem do pielęgnowania optymizmu w sobie.

Eksperymentowanie z kolorami najlepiej zacząć wiosną, po pierwsze, dlatego, że w sklepach jest wtedy więcej kolorowych ubrań, a po drugie (jeśli martwisz się „co ludzie powiedzą” – co osobiście Ci odradzam!) jest łatwiej, bo w tym czasie wokół jest kolorowo (przyroda nam to zapewnia) i otoczenie mniej komentuje, bo przyjmuje kolor jako coś naturalnego.

Jakim kluczem kieruję się przy doborze kolorów?

Intuicją i instynktem samozachowawczym. Przed sezonem jakoś bezwiednie do głowy przychodzą mi gotowe zestawy, albo barwy. Magazynuję je w pamięci.  Dzięki temu, gdy nadchodzi czas kompletowania garderoby na nowy sezon,  naturalnie przychodzi mi znalezienie odpowiednich ubrań. Już kiedyś o tym pisałam, że czasami chodzą za mną różne połączenia kolorystyczne (biały + czarny + szary + różowy, czekoladowy brąz + pudrowy róż, koralowa czerwień + szarość), które za nim się obejrzę, wprowadzam w życie. Inspiracji szukam też w naturze: np. pawie pióro: zieleń + fiolet + granat.

Chcę wyglądać fajnie, ale nie śmiesznie, dlatego rzadko stawiam na kolorowy total look. Raczej szczyptę koloru, dodaję do bezpiecznej bazy. Chociaż moja przygoda z kolorem zaczęła się od poniższego zestawu – zielonej bluzki (Promod), zielonych spodni (Promod), szarych butów ozdobionych cekinami (również Promod) oraz torebki marki Nica (kiedyś dostępnej na Zalando).

Dla mnie noszenie kolorów była naturalną potrzebą po latach ubierania się monochromatycznie.

Pamiętam jak stojąc jesienią przez przejściem dla pieszych czekając na zielone światło, byłam jedynym różowym płaszczem wśród szarych, czarnych i brązowych okryć wierzchnich. Zastanawiam mnie fakt, czy ludziom brak odwagi, nie przykładają wagi do tego co noszą, czy może kupując okrycie wierzchnie na zimę kierują się przyzwyczajeniem do cieszących się największą popularnością w tym okresie, stonowanych barw?

Jak zacząć przygodę z kolorami?

Stopniowo. Żeby łatwiej było się z nimi oswoić warto zacząć od szczegółów, dodatków np:

Torebka, Promod  stąd, turkusowy top – Promod stąd , żółte buty na obcasie – Promod  stąd

Albo od jednego dominującego elementu, jak ta piękna malinowa ramoneska z Mohito  stąd

 

Choć poniższe połączenie bardzo mi się podoba i kusi mnie, jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie zanim się odważę na nie, a Ty?

Różowy sweter z dekoltem – Promod (Nr Ref PROMOD ® : 1-8-22-00-12-044) stąd , czerwone jeansy Promod (Nr Ref PROMOD ® : 1-8-23-00-23-740) stąd

 

Zdjęcia nie mojego autorstwa: materiały prasowe marki Promod i Mohito.

 

Mogą Ci się również spodobać