Jeśli chodzi o miejsca, w których zaopatruję swoją szafę, to jestem raczej stała w uczuciach. Ale co jakiś czas daję szansę wejścia w moje łask jakiemuś nowemu miejscu, w jednym z takich sklepów usłyszałam ostatnio fragment dialogu dwóch klientek, z których jedna stwierdziła: „są sklepy, w których wiem, że w każdej kolekcji znajdę coś dla siebie”. I oto właśnie chodzi, nie wiem czy jest to kwestia, powtarzalności fasonów w kolejnych sezonach czy czegoś innego, ale z niektórymi markami czuję chemię, dzięki temu łatwo i szybko idą mi u nich zakupy. Poniżej moja subiektywna lista ulubieńców.

Promod – to tam najczęściej zaczynam poszukiwania czegoś nowego do swojej garderoby. Dawno temu zakochałam się w ich bluzkach o kroju motyla/nietoperza, w których dobrze wyglądałam i dobrze się czułam. Uwielbiam za obniżki cen dwa razy do roku: po koniec czerwca (to już!) i pod koniec grudnia. Można kupić przez internet, przymierzyć w domu i jak coś nie pasuje, zwrócić w sklepie stacjonarnym.

Bluzka o kroju motyla i buty „kowbojki”, spodnie zresztą też z Promod. Torebka marki Nica kupiona kilka lat temu przez Zalando.

H&M – zawsze, ale do zawsze znajdę tam toś dla siebie. Nie zawiedli gdy nosiłam większy rozmiar. Jeansy ostatnio kupuję tylko tam. Szczególnie lubię za krótkie spodenki i za wszelkie bluzki w paski. Najczęściej kupuję przez internet. Fajnie, że mogę odebrać w sklepie stacjonarnym.

Cubus – niestety jest tylko w kilku miejscach w Warszawie (wydaje mi się, że kiedyś było więcej sklepów tej marki), na szczęście można kupić przez polski sklep internetowy i odebrać w sklepie stacjonarnym. W Cubusie znalazłam swój ulubiony, niesamowicie miękki w dotyku kremowy sweter.

Atmosphere – ich ubrania kupuję najczęściej używane na allegro (np. moje dwie ulubione spódnice, czy dzianinowy, fuksjowy sweter w serek). Czekam z utęsknieniem na wejście tej marki do Polski.

Rieker – buty. Większość ich obuwia wygląda jak buty ortopedyczne, ale można wybrać spośród nich zgrabne, na niedużym obcasie, dzięki którym nogi i sylwetka lepiej się prezentują.

 

Zalando – to moje ulubione centrum handlowe. Po kolejnej wizycie ostatnio podczas długiego weekendu w centrum stacjonarnym, utwierdziłam się w przekonaniu, że jednak wolę robić zakupy „bez wychodzenia z domu”.  Zalando wygrywa bezpłatną dostawą i zwrotem. Najczęściej u nich kupuję buty Rieker i torebki Anna Field.

Chciałabym więcej kupować w Springfieldzie (mój mąż ma od nich dobrej jakości koszule, które służą mu już wiele lat), ale ten sklep tylko w dwóch miejscach w Warszawie ma żeńskie kolekcje: Galeria Mokotów i Reduta, które są dla mnie na drugim końcu miasta. Sklep internetowy mają tylko zagraniczny, wysyłający do Polski dość drogą przesyłką.

Gdy zobaczyłam ich tegoroczną, wiosenną kolekcję – chciałam mieć wszystko 😉

Na razie ze Springfielda mam poniższy pasek, który bardzo go lubię…

Jak we wszystkich dziedzinach życia i w tej warto czasem wyjść ze strefy komfortu. W zeszłym roku zainspirowana piękną bluzką znajomej, dałam szansę Camaieu i w tym roku zrobiłam tam w większości wiosenne zakupy.

Niestety coraz częściej obserwuję pewien niepokojący trend, im więcej robię zakupów w sklepie danej marki, zdążę się przyzwyczaić i przywiązać, nagle jakość ubrań drastycznie spada, co raz więcej wiskozy i poliestru. Obstawiam, że tak się dzieje, bo firma szukając oszczędności zaczyna szyć w kraju, w którym jest taniej.

 

Zdjęcia użyte we wpisie: materiały prasowe

Mogą Ci się również spodobać